Migracja z WooCommerce na Medusa.js bez utraty SEO
Migracja sklepu to moment, w którym najłatwiej stracić to, na co pracowałeś latami: pozycje w Google. Sama zmiana silnika z WooCommerce na Medusa.js nie szkodzi SEO. Szkodzi bałagan przy przenosinach: pogubione adresy, brak przekierowań, treści, które zniknęły albo zmieniły strukturę. Dobra wiadomość jest taka, że to wszystko da się kontrolować. Migracja bez utraty SEO to nie szczęście, tylko proces. Poniżej rozkładamy go na kroki, w kolejności, w jakiej realnie się je wykonuje.
Zanim wejdziemy w kroki, jedno założenie: migracja SEO to praca, którą w większości wykonuje się przed przełączeniem domeny, a nie po. Po fakcie zostaje już tylko gaszenie pożarów. Cała sztuka polega na tym, żeby w dniu przełączenia nie było czego gasić.
Krok 1: inwentaryzacja URL-i, zanim cokolwiek ruszysz
Pierwsza zasada: nie dotykasz starego sklepu, dopóki nie wiesz, co dokładnie w nim jest. Robisz pełną listę adresów, które Google zna i indeksuje. Źródła są trzy i warto zebrać wszystkie:
- Mapa strony (sitemap.xml) ze starego WooCommerce.
- Raport indeksowania w Google Search Console (które URL-e są zaindeksowane i które generują ruch).
- Crawl całego sklepu narzędziem typu screaming frog, żeby wyłapać też to, czego nie ma w mapie.
Efektem jest jedna tabela: wszystkie adresy produktów, kategorii, wpisów blogowych i stron statycznych. To fundament. Bez kompletnej listy każde przekierowanie to zgadywanie.
Krok 2: mapowanie i przekierowania 301
Teraz najważniejszy technicznie etap. Do każdego starego adresu przypisujesz jego nowy odpowiednik w Medusie. Jeśli struktura URL-i może zostać identyczna, zostaw ją identyczną i oszczędź sobie połowy ryzyka. Jeśli musi się zmienić, budujesz mapowanie 1:1: stary adres prowadzi do nowego przez przekierowanie 301 (trwałe).
Kilka rzeczy, które łatwo przeoczyć:
- Przekierowanie musi być 301, nie 302. Dopiero 301 przekazuje wartość SEO i mówi Google, że zmiana jest trwała.
- Unikaj łańcuchów przekierowań (stary A do B, B do C). Każdy adres kieruj od razu do docelowego.
- Nie kieruj wszystkiego hurtem na stronę główną. Produkt ma trafić na produkt, kategoria na kategorię. Masowe przekierowanie na główną Google traktuje jak „miękki 404” i pozycje przepadają.
- Pamiętaj o kategoriach, tagach, paginacji i o wpisach blogowych, nie tylko o produktach.
Krok 3: migracja produktów, klientów i zamówień
Równolegle przenosisz dane. Produkty z pełnymi opisami, atrybutami, wariantami, cenami i zdjęciami. Klientów z ich kontami. Zamówienia historyczne, żeby zachować ciągłość obsługi i rozliczeń.
Tu warto pilnować dwóch rzeczy pod kątem SEO. Po pierwsze, treść opisów przenosisz w całości, bez „przy okazji skrócimy”. Google zna te treści i nagłe okrojenie potrafi obniżyć pozycje. Po drugie, meta title i meta description migrują razem z produktem, a nie generują się od zera z domyślnego szablonu. Jeśli miałeś dopracowane meta, chcesz je zachować.
Warto rozdzielić te trzy strumienie danych, bo mają różną wagę i różne ryzyko. Produkty są najważniejsze dla SEO, bo to one rankują. Klienci są najważniejsi operacyjnie, bo od nich zależy, czy po migracji ktoś się zaloguje i odnajdzie w koncie. Zamówienia historyczne są najważniejsze dla rozliczeń i obsługi reklamacji. Import każdego z nich testujesz osobno na próbce, zanim puścisz całość, bo błąd na tysiącu rekordów jest tańszy do naprawy niż na stu tysiącach.
Krok 4: parytet danych strukturalnych
Dane strukturalne (schema.org, zwykle jako JSON-LD) to sposób, w jaki Google rozumie, że dana strona to produkt z ceną, dostępnością i oceną. WooCommerce często generuje je automatycznie albo przez wtyczki SEO. W Medusie budujesz to świadomie na froncie i musisz osiągnąć parytet: to, co stary sklep wystawiał w danych strukturalnych, nowy ma wystawiać tak samo albo lepiej.
Sprawdź w szczególności:
- Znaczniki Product (nazwa, cena, waluta, dostępność, SKU).
- Okruszki (BreadcrumbList), jeśli pokazywały się w wynikach.
- Znaczniki Organization i dane kontaktowe.
- Nagłówki H1/H2 i kanoniczne (canonical) na każdej stronie, żeby nie tworzyć duplikatów.
Parytet danych strukturalnych to element, który najłatwiej pominąć, bo nie widać go gołym okiem, a potrafi zdecydować o tym, czy wynik dostaje bogaty opis w Google, czy suchy link. Domyka to szersza optymalizacja SEO i AEO, którą przy migracji robimy równolegle.
Krok 5: przełączenie bez przestoju
Nowy sklep testujesz na środowisku roboczym, z zablokowaną indeksacją, żeby Google nie zaczął indeksować wersji testowej. Gdy wszystko gra, przełączasz domenę. W tym momencie muszą być aktywne: komplet przekierowań 301, nowa mapa strony wgrana do Google Search Console i poprawny plik robots. Pilnujesz, żeby między wyłączeniem starego a uruchomieniem nowego nie było okna, w którym sklep zwraca błędy. Płynne przełączenie to kwestia kolejności, nie szczęścia.
Dobrą praktyką jest przygotowanie planu wycofania. Jeśli po przełączeniu okaże się, że coś jest fundamentalnie nie tak (masowe 404, sklep nie przyjmuje zamówień), musisz umieć wrócić do stanu sprzed migracji szybciej niż w kilka godzin. Backup starego sklepu i możliwość przełączenia domeny z powrotem to tania polisa, której zwykle nie użyjesz, ale która zdejmuje presję w dniu startu.
Krok 6: monitoring po starcie
Migracja nie kończy się w dniu przełączenia. Przez pierwsze tygodnie aktywnie obserwujesz Google Search Console:
- Raport indeksowania: czy nowe URL-e wchodzą do indeksu, czy stare wypadają zgodnie z planem.
- Błędy 404: każdy to zgubiony adres bez przekierowania, do naprawy od ręki.
- Statusy przekierowań: czy 301 działają tam, gdzie powinny.
- Pozycje kluczowych fraz i ruch organiczny: trend jest ważniejszy niż pojedynczy dzień.
Wahania w pierwszych tygodniach są normalne. Google potrzebuje czasu, żeby przeindeksować sklep i przepisać pozycje na nowe adresy. Ważne, żeby po kilku tygodniach trend wracał do poziomu sprzed migracji, a nie osuwał się w dół.
Czego nie warto przenosić bez zastanowienia
Nie wszystko ze starego sklepu zasługuje na przeprowadzkę. WooCommerce z wieloletnią historią zbiera balast: puste kategorie, produkty od lat niedostępne, wpisy bez ruchu, dziesiątki tagów utworzonych przypadkiem. Kuszące jest przenieść wszystko „na wszelki wypadek”, ale to przeciąga migrację i przenosi bałagan do nowego sklepu.
Zasada jest taka: to, co ma ruch albo pozycje w Google, przenosisz i zabezpieczasz przekierowaniem. To, co jest martwe, świadomie zostawiasz albo kierujesz do najbliższego sensownego odpowiednika. Kluczowe słowo to „świadomie”. Decyzję o porzuceniu adresu podejmujesz na podstawie danych z Search Console i analityki, a nie przeczucia. Adres, który generuje ruch, nigdy nie znika bez przekierowania.
Najczęstsze błędy przy migracji
- Brak przekierowań albo kierowanie wszystkiego na stronę główną. Najszybszy sposób na utratę pozycji.
- Zmiana treści „przy okazji” migracji. Rób jedno naraz: najpierw przenieś 1:1, optymalizuj później.
- Zapomniane wpisy blogowe i kategorie. Często generują sporo ruchu, a nikt o nich nie pamięta przy przenosinach produktów.
- Indeksacja środowiska testowego. Podwójna treść i chaos w wynikach.
- Brak monitoringu po starcie. Bez GSC problemy wychodzą dopiero, gdy spada sprzedaż.
Migracja z WooCommerce na Medusę to dobry moment, żeby nie tylko nie stracić SEO, ale i posprzątać strukturę oraz przyspieszyć front. Robimy to jako migracje z WooCommerce i PrestaShop, z zachowaniem ciągłości adresów i danych. Jeśli dopiero zastanawiasz się nad samą platformą docelową, zacznij od wpisu Medusa.js – co to jest i kiedy ma sens.